Zazwyczaj okołosportowy nieregularnik.
piątek Styczeń 19th 2018

Netkultura.

Kalendarium

Styczeń 2018
P W Ś C P S N
« gru    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

MuMi cz. 21.

21. Paradoks. Pan Paradoks.

Żelazna konsekwencja i hermetyczna obrona – to nie są pierwsze skojarzenia, jakie pojawiają się na hasło „piłkarska reprezentacja Holandii”. Polot, rozmach, technika, improwizacja – to prędzej, prawda? Z reprezentacją Argentyny jest podobnie. Co prawda, Albicelestes byli swego czasu nazywani „Niemcami Ameryki Południowej”, ale to czasy tak odległe, że nawet najstarsi gauchos nie pamiętają. Również rzut oka na obecne kadry obu ekip sugeruje, iż powinniśmy się po nich spodziewać fajerwerków ofensywnych. Z jednej strony van Persie, Robben i Sneijder. Z drugiej Messi, Higuain i Lavezzi. A na ławkach jeszcze choćby Huntelaar i Aguero. Natomiast im dalej w tył, tym bardziej mizernie. OK., De Jong i Mascherano to piłkarze o ustalonej, bardzo wysokiej renomie. Ale już reputacja graczy obu trzecich linii pozostawia bardzo, ale to bardzo wiele do życzenia. Ciąg dalszy notki »

MuMi cz. 20.

20. Blitzkrieg.

Ja wiem, to porównanie jest płytkie, infantylne i pod wieloma względami zwyczajnie głupie. Niemniej, oglądając pierwszy półfinał XX MŚ nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że patrzę na stereotypowe przedstawienie walk z września’39. Kawalerzyści i czołgi. Masakra. Ma. Sak. Ra. Ciąg dalszy notki »

MuMi cz. 18 i 19.

18. Wedle schematu.

No i się okazało, że schemat działa. Co prawda, szybką bramkę dla Argentyny zdobył Gonzalo Higuain, więc napastnik, nie stoper, ale że asystował mu tak na dobrą sprawę Vincent Kompany, to nie ma się co czepiać. Tym bardziej, że reszta spotkania przebiegła w pełnej zgodzie ze scenariuszem: pretendent się starał, biegał, próbował, a i tak niewiele zdziałał i musi pakować manatki, bo faworyt w pełni kontrolował przebieg boiskowych zdarzeń. Ciąg dalszy notki »

MuMi cz. 17.

17. Konsekwencja.

Według powszechnej i jak najbardziej słusznej opinii tegoroczny Mundial przebiega pod znakiem wzorowej realizacji założeń taktycznych. Myliłby się jednak ten, kto by twierdził, że na tym wzory i konsekwencja się kończą. Po 1/8 finału Bartoszcze zmyślnie zdiagnozował pewną zastanawiającą prawidłowość. Otóż poza gładkim zwycięstwem Kolumbii nad rozbitym przez „aferę szczękową” Urugwajem i rywalizacją Kostaryki z Grecją, w której szanse na zwycięstwo rozkładały się w miarę równo, pozostałe spotkania przebiegały według łudząco podobnego schematu. Faworyci mierzyli się z pretendentami*. Ci drudzy stawali dzielnie, walczyli do upadłego i wznosili się na wyżyny swych umiejętności. Koniec końców jednak ci pierwsi udowadniali swą wyższość, w ostatnich minutach, dogrywkach, czy nawet konkursach jedenastek odnosili zwycięstwa i w komplecie zameldowali się w ćwierćfinałach. Ciąg dalszy notki »

MuMi cz. 16.

16. Inaczej niż zwykle.

Widziałem kiedyś reprezentację Argentyny przegrywającą w finale Mundialu po – żeby to jakoś eufemistycznie ująć – bardzo problematycznym karnym. Widziałem reprezentację Argentyny rozsadzaną od wewnątrz przez ludzi, którzy rzekomo mieli prowadzić ją do sukcesów; przygniataną z zewnątrz przez ducha ogólnonarodowej ekonomicznej klęski; wyrzucaną z MŚ przez jakiegoś słowackiego drukarza; czy wreszcie prowadzoną przez człowieka, który nigdy, ale to nigdy nie powinien był zostać trenerem, o selekcjonerze nie wspominając. Ciąg dalszy notki »

MuMi cz. 14 i 15.

14. Gracz.

Kontynuując wątek rozpoczęty w poprzednich odcinkach: specjaliści utrzymują, że kluczowa dla zdrowia psychicznego jest stabilność otoczenia. Pewność że A to A, B to B i tak dalej. Powinniśmy się bać. Jak by bowiem nie spojrzeć, rzeczy pewnych na tym świecie złym ubywa. Od niedawna w Biedronce można płacić kartą. Jakiś czas temu Mario Balotelli po raz pierwszy w życiu nie wykorzystał rzutu karnego. Jak tak dalej pójdzie, za chwilę wyjdzie na jaw, że Kopernik żyje i ma się dobrze. Ciąg dalszy notki »

Mumi cz. 11.-13.

11. Wojna suarezowsko-angielska pod flagą nadgryzioną.

Dwudziestego czwartego czerwca br. ok. 14:30 czasu lokalnego na Estadio das Dunas w Natalu napastnik reprezentacji Urugwaju, Luis Suarez ugryzł w ramię obrońcę kadry Włoch, Giorgio Chielliniego. To niezbyt sympatyczne zdarzenie umknęło uwadze prowadzącego mecz pana Marco Rodrigueza (który sw. dr. okazał się najsłabszym Meksykaninem biorącym udział w tegorocznym Mundialu). Gracz z nr 9 na białej koszulce pozostał na boisku, kilka minut później jego kolega z drużyny, Diego Godin, pokonał Gianluigiego Buffona, Urusi wygrali 1:0 odsyłając Azzurrich do domu, a samemu zapewniając sobie awans do 1/8 finału. Jak się później okazało, na tym właśnie etapie zakończyli swój udział w turnieju, zasłużenie przegrawszy 0:2 z Kolumbią. Ciąg dalszy notki »

MuMi cz. 9 i 10.

9. Prawo sześciu lat.

Gdyby ktoś nie wiedział o co dokładnie chodzi z tymi sześcioma latami, usłużnie tłumaczę: otóż od momentu, gdy Mistrzostwa Europy stały się imprezą wysokiej rangi, a piłka reprezentacyjna w Europie weszła w cykl dwuletni (w którym zresztą pozostaje do dziś), czyli mniej więcej od początku lat osiemdziesiątych, Squadra Azzurra co sześć lat zdobywa medale wielkich imprez. Zaczęło się od złota na MŚ’82. Dwa lata później na ME we Francji panujący Mistrzowie Świata… w ogóle nie pojechali. Po kolejnych dwóch latach, na drugim Mundialu w Meksyku, rozczarowali swych kibiców kończąc udział w turnieju na 1/8 finału. Ale już na niemieckim Euro młodzi Azzurri wywalczyli brąz odpadając w półfinale z kapitalnymi tego dnia Sowietami. Pierwsza sześciolatka została zamknięta. Ciąg dalszy notki »

Mundialowe Migawki cz. 1.-8.

Natura tego blogasa (jak i przecież każdego innego) uzależniona jest od jego właściciela. Z kolei właściciel tego blogasa uzależniony jest – niestety! – od całej zgrai mniej, lub jeszcze mniej sympatycznych typów, którzy mu, no cóż, płacą. Albo i nie, bo tak też bywa. Nie mam pojęcia czy jeszcze kogokolwiek to obejdzie, czuję się jednak w obowiązku przeprosić Was za tak długą, totalną i zupełnie nie zapowiedzianą nieobecność. Nie jestem w stanie obiecać, że to się nie powtórzy. Wręcz przeciwnie, mam niestety wrażenie, że i owszem. Ale cóż, skoro mogę wreszcie coś naskrobać, to już przestaję zrzędzić i utyskiwać na swój niewolniczy los.

O zakończonym niby przed chwilą, a przecież jakże dawno sezonie Ekstraklasy na razie ani słowa. Wrócę do tematu tuż przed następnym sezonem, czyli w sumie już niedługo. Póki jednak trwa Mundial, to raczej wyłącznie o nim. Na Mundialowy Pamiętnik tym razem szans nie ma żadnych. Będzie więc bardziej hasłowo, czy – jak w tytule – migawkowo.

Ciąg dalszy notki »

Niewolnik z wyboru, czyli lepsze jest wrogiem dobrego.

No i stało się. Rok temu w półfinale LM Bayern zarżnął tiki takę. Zwycięstwo 7:0 w dwumeczu z Barceloną było wręcz nieprzyzwoite. Bezwzględny, brutalny pokaz niepohamowanej siły, strącający z tronu niedawnych mistrzów i poddający ich bezpardonowemu recyklingowi. Coś jakby dywizja czołgów przejechała się po szwadronie lekkiej jazdy i z mechaniczną, bezduszną precyzją rozprasowała każdego kawalerzystę wraz z jego wierzchowcem na mokry placek.

Wczorajszy triumf Realu na tym samym (choć przecież nie takim samym) Bayernem miał w sobie wiele podobnej nieludzkości. Przypominał mi pojedynek zaprawionego w bojach „kravaciarza” z początkującym „capoeirinho”. Ten drugi, owszem, próbował efektownie wymachiwać nogami, podskakiwać i generalnie robić zamieszanie. Ten pierwszy uśmiechnął się, w najmniej spodziewanym momencie kopnął przeciwnika w jaja, poprawił strzałem w twarz, a po chwili de facto zakończył hecę demolując rywalowi żołądek. Potem jeszcze poczekał, aż ten drugi się zmęczy i wreszcie posłał go na ziemię, samemu nawet nie za bardzo się zmachawszy. Auć. Ciąg dalszy notki »

 Page 2 of 20 « 1  2  3  4  5 » ...  Last »