Zazwyczaj okołosportowy nieregularnik.
piątek Styczeń 19th 2018

Netkultura.

Kalendarium

Lipiec 2014
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Idzie nowe. Znowu. Czyli w Cracovii zasadniczo po staremu.

Totalne przemeblowanie to w Cracovii stan właściwie permanentny. Od zakończenia pierwszej kadencji Wojciecha Stawowego (zima 2006) w klubie z ul. Kałuży ustawicznie zmienia się niemal wszystko. Kolejni trenerzy prawą ręką podpisują kontrakty, lewą już pakują walizki (© Michał Probierz, zresztą niedoszły szkoleniowiec Pasów). Autokary z nowymi/starymi piłkarzami kursują jak czerwoniaki w godzinach szczytu, słowem: dzieje się. Wyjątkowe pod tym względem było w zasadzie tylko poprzednie lato, kiedy to zmieniła się tylko… liga. Cała reszta, znaczy trener i szkielet składu, pozostała na miejscu. To już jednak historia. Przed rozpoczętym właśnie sezonem poziom rozgrywek pozostał (na szczęście!) ten sam, jednakowoż wszystko inne wywrócono do góry nogami.

# Nowe szaty.

Zacznę od zmiany może najmniej istotnej, za to najbardziej widocznej, a na pewno wywołującej u mnie największy entuzjazm. Otóż 1go lipca br Legea oficjalnie zastąpiła Nike w roli sponsora technicznego Pasów. Nareszcie! Nie mogłem już patrzeć na te stare ciuchy. Mam wrażenie, że trykoty dostarczane przez amerykańskiego giganta były najbardziej bezpłciowymi w całej długaśnej historii klubu. Na szczęście wylądowały już na historycznym śmietniku.

# Stolica (i okolica) w Krakowie.

Wbrew prośbom spod Budy, jakiś tam kawałek stolicy do Krakowa przeniesiono. No dobrze, prawie-że-stolicy, bo choć Robert Podoliński, nowy trener Pasów, karierę szkoleniową rozpoczynał od młodzieżowych grup Legii, to kontynuował ją już raczej pod Warszawą – w Karczewie, Wyszkowie, Pruszkowie, czy Ząbkach. Pamiętać przy tym należy, że facet już u nas był. Pięć lat temu asystował Arturowi Płatkowi podczas jego krótkiej i – oględnie rzecz ujmując – nie obfitującej w sukcesy przygody z Cracovią.

Ale to było dawno. Podczas swej samodzielnej roboty (głównie w Ząbkach) Podoliński dał się poznać jako trener młody nie tylko wiekiem, ale przede wszystkim duchem: otwarty na taktyczne nowinki i obdarzony wysokimi zdolnościami przywódczymi. Niewątpliwie zasłużył sobie na szansę popróbowania sił w lepszym klubie, niż – z całym szacunkiem – Dolcan.

Czy cieszy mnie, że dostał tę szansę właśnie w Cracovii? Szczerze przyznam, że nie wiem. Z jednej strony wciąż czuję tęsknotę za Stawowym. Tak silną, że na dobrą sprawę nie jestem pewien, czy aby nie spełni się proroctwo Grzegorza Mielcarskiego. Znaczy czy za sezon-dwa w akcie desperacji prezes profesor znów nie zadzwoni do Wąsatego, ten westchnie „za grzechy swoje, przyjmuję!” i po raz trzeci wejdzie do pasiastej rzeki. Z drugiej, jeśli ten Podoliński to naprawdę taki tuz, jak się o nim tu i ówdzie mawia, głupio by było, gdyby ktoś nam go sprzątnął sprzed nosa.

Razem z trenerem do Cracovii przywędrował jeden z jego bardziej prominentnych podopiecznych. Poza rocznym pobytem w Wodzisławiu Śląskim, Dariusz Zjawiński całą swą dotychczasową przygodę z piłką spędził na Mazowszu. Kiedyś wróżono mu sporą karierę, był nawet w Legii, ale się tam nie przebił i w końcu zaczęło się wydawać, że to owszem, niezły napastnik, ale tak właśnie na tzw. I ligę. Jednakowoż ostatnie ząbeckie dokonania Darka pokazują, że jakby znów zaświeciło nad nim słońce. Dwadzieścia jeden trafień w trzydziestu dwóch spotkaniach na zapleczu Ekstraklasy w zeszłym sezonie to naprawdę niezła rekomendacja. Czy dwudziestosiedmioletni obecnie wychowanek Ożarowianki równie regularnie trafiać będzie na najwyższym szczeblu krajowych rozgrywek? Czas pokaże. Fakt faktem, wygląda na to, że Dawid Nowak dorobił się wreszcie jakiejś sensownej konkurencji.

# Teraz Polska!

Całkiem jeszcze niedawno oba krakowskie kluby ekstraklasowe „słynęły” z internacjonalizmu. Bywały momenty, gdy znalezienie w ich składach choćby pojedynczego Polaka wymagało intensywnych poszukiwań. Tymczasem w swym inauguracyjnym spotkaniu bieżącego sezonu (Górnik Łęczna, wyjazd) Wisła zmieściła w meczowej osiemnastce zaledwie dwóch obcokrajowców. W całej szerokiej kadrze Cracovii znajduje się ich czterech, przy czym szanse Matko Peridijicia i Denissa Rakelsa na regularne występy ocenić należy jako zdecydowanie niewielkie. Spośród dziewięciu piłkarzy, jacy opuścili latem zespół Pasów, aż sześciu pochodziło z zagranicy, podczas gdy jedynym nowo sprowadzonym stranierim został Boubacar Dialiba. Cała pozostała siódemka transferów do klubu to Polacy.

Jasna sprawa, paszporty nie grają i tak naprawdę trudno racjonalnie zidentyfikować sposób, w jaki tak mocna polonizacja składu miałaby sama w sobie wpłynąć na boiskową postawę Cracovii (i Wisły, ale to osobny temat). Można jednak żywić nadzieję, że tak jednolitej narodowo kadrze łatwiej będzie choćby o zgranie. A to naprawdę trudno przecenić.

# Ryma… Kto, k’wa?!?

I wszystko byłoby w miarę fajnie, gdyby nie tożsamość jednego z tzw. wzmocnień Pasów. Przez kilka ostatnich sezonów Bartosz Rymaniak uosabiał mentalną degrengoladę klubu zwanego Zagłębie Lubin. Niby młody, niby nawet (do czegoś tam) zdolny, ale już na pierwszy rzut oka widać, że kompletnie pozbawiony jakichkolwiek mentalnych predyspozycji do bycia zawodowym futbolistą. A już na pewno do osiągania w tym zawodzie sukcesów. Czy się stoi, czy się leży… Spiąć to się można ewentualnie dopiero wtedy, gdy widmo spadku głęboko zagląda w oczy. A i to niekoniecznie.

W ostatnich latach do Cracovii kontraktowano bardzo różnych obrońców. Żeby zbyt daleko nie szukać – właśnie pożegnaliśmy niejakiego Mariana Jarabicę, który figurował na klubowej liście płac („grał”  byłoby monstrualnym semantycznym nadużyciem) przez ostatnie cztery sezony (!!!). Ale takiego kwiatka, jak Rymaniak, to jeszcze nie było. Nosz ja pier-tego-tam…

# A będzie nadal tak, jak jest?

Jak zaznaczyłem we wstępie, zmian w Cracovii w okresie między Stawowym, a Stawowym w zasadzie nie da się policzyć. Niestety, ze wszystkich tych przemeblowań urodziło się jedno jedyne czwarte miejsce. Zazwyczaj kończyło się na – często desperackiej, raz nieudanej – obronie przed spadkiem. Oby tym razem lepsze wreszcie przestało być wrogiem dobrego.

Komentuj