Zazwyczaj okołosportowy nieregularnik.
niedziela Grudzień 17th 2017

Netkultura.

Kalendarium

Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« paź    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Spanie w brudnej pościeli.

Teoretycznie rzec by można, że takie mecze się po prostu zdarzają. Zwyczajnie czasem tak bywa, że jedni grają, grają i nic, a drudzy co nie kopną – kostką, piszczelem, wsio rawno – to wpada. Tak właśnie stało się we wczorajszych Derbach Krakowa. Przez niemal całą pierwszą połowę Pasy były stroną wyraźnie przeważającą. Po czym Wisła ni z gruchy, ni z Pietruchy strzeliła gola. Marcin Wasilewski – za co niewątpliwie należą mu się wyrazy uznania – nawet nie próbował ściemniać, że celował, albo coś. Ot, nabiegł na piłkę po rzucie rożnym i tyle. Po chwili przy wyraźnym udziale farta trafił też Jesus Imaz i goście schodzili na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem, choć jeszcze w okolicach czterdziestej minuty wydawało się to kompletnie nierealne. Sekundy po zmianie stron hiszpański aktorzyna – ponownie w sposób trudno wytłumaczalny – dołożył swą drugą, a Wisły trzecią bramkę i na tym mecz jako taki właściwie się zakończył. Ani późniejsze popisy miłośników kalania własnego gniazda, ani szczeniacki błąd Adama Wilka przy bramce na 0:4, ani tym bardziej honorowy gol Michała Helika nie miały już zasadniczego wpływu na wyłonienie zwycięzcy w najnowszej odsłonie świętej wojny. Ciąg dalszy notki »

Stano… co?!?

Krótko, zwięźle i na bardzo przykry temat: Ciąg dalszy notki »

Weltmeissterschaftsiegerbesieger.

Oboje z żoną byliśmy wczoraj mocno zmęczeni, toteż poszliśmy spać zaraz po końcowym gwizdku Pedro Proency. Ocknąłem się dziś rano i powiedziałem do M.: „wiesz co? śniło mi się, że wygraliśmy z Niemcami”. Ciąg dalszy notki »

Robert Złotousty.

Nie przepadam za odcinkami Ligi+ Extra prowadzonymi przez tandem Dębiński-Marciniak i zwykle ich nie oglądam. Ostatnim razem jednak nie miałem wyboru. Wszak do studia zawitał szkoleniowiec Pasów, Robert Podoliński. I przyznać muszę, że mnie nie zawiódł. Mówił ładnie, składnie i z szacunkiem dla poprawności gramatycznej, co w środowisku polskiej kopanej nie jest, niestety, chlebem powszednim. Śmiało mogę stwierdzić, że dzięki panu trenerowi spędziłem przed telewizorem kilkadziesiąt naprawdę udanych minut. Ciąg dalszy notki »

Nie, panie władzo, ja się dobrze uczę.

Czyli reklama społeczna po policjancku.

On, ona, dwoje dzieci i paroletnie kombi średniej klasy. Wielu polskich rodzin wyjazd na wakacje powszedni. Wsiadają do auta, gadają coś o piosenkach i okruszkach, wyjeżdżają na drogę. Warto zauważyć – dwupasmową. On naciska gaz i osiąga ko(s)miczną prędkość 60km/h. Z troską w głosie godną drugoligowego przedstawienia w gimnazjalnej auli ona pyta „nie jedziesz za szybko?”. Na co on odpowiada „no co ty, daj spokój, chcemy już być, czy nie?”. W tzw. międzyczasie pojawia się znany z komputerowych gierek motoryzacyjnych phantom car, jadący, rzecz jasna, przepisową pięćdziesiątką. Ona, z tym samym quasimelodramatycznym przydechem oznajmia „czasami jedna decyzja przesądza o naszym życiu”. I brzdęk! Na scenę, eee… na drogę, znaczy w poprzek drogi wyjeżdża ciężarówka. Pisk hamujących kół, brzęk tłuczonego szkła i – kurtyna! – światło gaśnie. Po chwili znów się zapala ukazując zdemolowane wnętrze samochodu, poobijane ciała jego i jej (oboje nieprzytomni, może nawet martwi) i przerażone twarzyczki dzieci. Ciąg dalszy notki »

Takie tam (odc. 11).

Będzie krótko, zwięźle i tylko na dwa tematy.  Ciąg dalszy notki »

Nihil novi sub sole.

Nieważne, że w dużej mierze nowy skład. Nieważne, że nowy trener, nowe pomysły taktyczne, nowe ciuchy nawet. Jak jest inauguracja ligi, to Cracovia przegrywa, kropka. Ciąg dalszy notki »

Idzie nowe. Znowu. Czyli w Cracovii zasadniczo po staremu.

Totalne przemeblowanie to w Cracovii stan właściwie permanentny. Od zakończenia pierwszej kadencji Wojciecha Stawowego (zima 2006) w klubie z ul. Kałuży ustawicznie zmienia się niemal wszystko. Kolejni trenerzy prawą ręką podpisują kontrakty, lewą już pakują walizki (© Michał Probierz, zresztą niedoszły szkoleniowiec Pasów). Autokary z nowymi/starymi piłkarzami kursują jak czerwoniaki w godzinach szczytu, słowem: dzieje się. Wyjątkowe pod tym względem było w zasadzie tylko poprzednie lato, kiedy to zmieniła się tylko… liga. Cała reszta, znaczy trener i szkielet składu, pozostała na miejscu. To już jednak historia. Przed rozpoczętym właśnie sezonem poziom rozgrywek pozostał (na szczęście!) ten sam, jednakowoż wszystko inne wywrócono do góry nogami. Ciąg dalszy notki »

Po lidze, przed ligą (czyli piękny sen i kupa na prześcieradle).

Jest taki stareńki, przydługawy dowcip: wychodzi facet z pracy. Jest sobota, godzina czternasta z minutami. Piękna pogoda, wiosenne słonko miło przygrzewa, więc chłopu się nic a nic nie spieszy. Wiadomo, żona w domu jest jaka jest. Idzie więc nasz bohater wolnym krokiem, popatruje na sklepowe witryny i nagle wzrok jego pada na gablotę z bardzo fajnym zegarkiem. „A, co tam” myśli sobie „wejdę i zobaczę”. Wchodzi zatem, po chwili zakłada cacko na rękę, przygląda się przez chwilę i już-już chce zdejmować i wychodzić, gdy wtem sprzedawca informuje go, iż właśnie tego dnia właśnie ten zegarek objęty został niewiarygodną promocją i można go mieć za… Tu pada naprawdę niewysoka kwota, facet bez problemu jest w stanie wyciągnąć ją z portfela, toteż już po chwili opuszcza sklep z nowym zegarkiem na nadgarstku. Ciąg dalszy notki »

MuMi cz. 22 i 23 plus Epilog.

22. Idolatria.

Mecz o III miejsce XX MŚ obalił moją tezę, iż w półfinale znacznie bardziej, niż Neymara, Brazylijczykom brakowało Thiago Silvy. Zresztą, rzecz chyba nawet nie w samym Neymarze, a w głębokiej i – co tu dużo gadać – cholernie niedzisiejszej wierze Kanarków w magię jednostki. Ciąg dalszy notki »

 Page 1 of 20  1  2  3  4  5 » ...  Last »